Wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. Niektórzy jednak zostali lepiej wypaleni. Życie uczy, że nie należy generalizować, bo to pozorne uproszczenie niesie za sobą zbyt daleko idące konsekwencje. Słowa typu wszyscy, zawsze, nigdy, każdy zawierają w sobie zbyt duży ciężar znaczeniowy, aby zwykły człowiek mógł go udźwignąć. Generalizowanie nigdy (sic) nie przyniosło nic dobrego. Sam popadam w pułapkę uproszczeń i próbuję obalać tezę posługując się tym samym argumentem. A życie uczy relatywizmu wbrew naukom oficjalnym i wykładniom liczącym sobie tysiące lat. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a zapewnianie względem siebie typu „ja nigdy” i „ja zawsze” łamie się w opozycji do mądrego zdania „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. W danej chwili i w danej sytuacji możemy zakładać, że tu i teraz coś jest złe, niedopuszczalne lub stanowi jedyne wyjście z sytuacji. Ale to w każdej chwili może się zmienić. Relatywizm uczy pokory wobec życia i własnych przekonań. Po drugiej stronie relatywizmu stoi radykalizm, który jest bardzo charakterystyczny dla dorastających ludzi, zbuntowanych nastolatków. Z czasem radykalne podejście do porządku świata ulega złagodzeniu, a jeśli nie, rodzi się patologia zagrażająca innym istnieniom.
Gorące niusy
"Człowiek najgłośniej wydziera się w pieluszkach. Potem stopniowo spuszcza z tonu" TO bardzo pesymistyczne spojrzenie na świat jest nie tylko uzasadnione rozwojem umysłowym i emocjonalnym człowieka. Im dalej w las, tym więcej drzew, można by dodać. Wraz z każdym dniem przekonujemy się, jak życie może dać ostro po tyłku. W szkole nagle okazuje się, że istnieją sztywne ramy nakazujące określone zachowanie w danym momencie. Zdobywamy wiedzę w środowisku pełnym nakazów i zakazów, z góry narzuconych zasad, które motywowane są możliwością współżycia w społeczeństwie. W międzyczasie zabijane są przejawy indywidualizmu i wyłamywania się z masowości. Dalej jest tylko gorzej, bowiem te z mozołem zbierane klucze do wiedzy są kupą żelaztwa, a w pracy mamy kilka tygodni, aby się wszystkiego nauczyć. Bardzo często do pierwszej pracy nie jest konieczny dyplom, ale go mamy, bo mówiono nam, że trzeba go mieć. Po pierwszej pracy przychodzi druga i trzecia, wciąż brakuje do pierwszego, a szkolna wiedza zostaje zastępowana praktyką. Z biegiem lat uświadamiamy sobie, że praca nie jest taka, kolejne rządy nic tak naprawdę nie zmieniają, a na wiele marzeń i realizacji jest już za późno, a w ogóle to nie ma czasu, bo ciągle praca i praca. W dążeniu do celu należy unikać trybu przypuszczającego i czasu przyszłego. To najgorsze co może nas spotkać. Chciałbym, zrobię, byłoby - to złe słowa. Chcę, robię, jest - zmiany, rozwój, tu i teraz, żadnego odkładania na potem. Satysfakcja i spełnienie pozwoli nam unikać tych drzew (im dalej w las...) i pozwoli na darcie ryja od czasu do czasu. W końcu, należy się!
Alberto Sodi był szowinistą. Zasłynął stwierdzeniem: "Małżeństwo to bardzo sprawiedliwe urządzenie: żona musi codziennie gotować, mąż musi codziennie jeść."
Nawet jeżeli to i prawda, to brzmi kijowo. A wynoszenie śmieci po zmroku, w mrozie, na deszczu? A schodzenie po zapomniany telefon do auta? A mycie podłóg? A ściąganie firan? A prace ogrodowe? Ok, akurat w ogródku to sama przyjemność popracować. Stereotyp o gotowaniu, plotkowaniu i jeszcze czymś nie jest wzięty z powietrza. Żeby rodzina poprawnie funkcjonowała, to ten model musi zostać utrzymany. Najbardziej mnie rozpieprza, gdy feministka wyrzuca z siebie: "a czemu sam sobie nie ugotujesz?" A bo w tym czasie sprzątam, zmieniam żarówkę w samochodzie żony, wieszam jej obrazek na ścianę, wbijam gwóźdź w miejsce, które zaznaczyła, albo odrabiam zadanie z dzieckiem. Proste? Nie? To po co się pobierać, skoro każde ma robić dla siebie, na siebie i za siebie?
Google tak pokazuje męża:

a tak żonę:

po 22 te same hasła bez filtra rodzinnego...
"suma zer daje groźną liczbę" powiedział ktoś, a ktoś inny to zapisał. Na ten aforyzm można patrzeć z dwóch całkowicie odmiennych stron i to jest fajne. Z jednej strony, jakby nie liczyć, suma zawsze będzie równa zero. Cokolwiek się nie zrobi, "z pustego w próżne nawet Salomon nie naleje".
Druga interpretacja jest nieco bardziej ciekawa. Odnosi się do kasy. Jedynka i dwa zera to drobne na waciki, ale już sześć zer po jedynce...
Jest kilka prawd, które wiążą się z tą myślą. Każdego człowieka można kupić. Chociaż wiele zależy od sytuacji i sumy (zer), to cząstka prawdy w tym jest. Film "Niemoralna propozycja" jest doskonałym przykładem na siłę kasy.
Filmweb.pl - Diana (Demi Moore) i David (Woody Harrelson) są bardzo szczęśliwym i młodym małżeństwem. Jednak mają pewien problem, brakuje im pieniędzy i grozi im eksmisja. Dlatego też postanawiają jechać do Las Vegas i wygrać trochę pieniędzy. Jednak Diana wpada w oko pewnemu miliarderowi (Robert Redford), który składa jej niemoralną propozycję, ma z nim spędzić jedną noc.
Milion dolców. Za coś, co nie jest zbrodnią w myśl prawa karnego, nie jest okaleczeniem własnego lub czyjegoś ciała, za coś, co bywa przyjemne. Tak, zdecydowanie, suma zer jest niebezpieczna. Za sto dolców Demi palnęłaby gościa w twarz.
Kalendarzyk
| pn | wt | sr | cz | pt | so | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 1 | 2 |
| 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |
| 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 |
| 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 |
| 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 |
| 31 | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |

